Historia Salsy w Polsce cz.1

„Opowieść sentymentalna” – czyli nasz wkład w tworzenie historii salsy w Polsce …

Wstęp

Tychy 2002

 

Jako jedni z najstarszych „salseros” w naszym kraju, chcielibyśmy opowiedzieć historię przybycia  i rozwoju salsy w Polsce,tym bardziej  iż mieliśmy przyjemność i zaszczyt uczestniczyć czynnie w jej tworzeniu. Napisałam w tytule opowieść sentymentalna, bo historia ta miała dla nas prywatnie wielkie emocjonalne znaczenie. Z roku na rok, od początku swojej działalności stając się medialnym ambasadorem kultury kubańskiej w Polsce, Jose wypełniał tą działalnością tęsknotę za Ojczyzną i swoją kubańską rodziną.

Dzisiaj, jego działalność obok drogi artystycznej podąża również w kierunku społeczno-politycznym, jest czynnie działającym honorowym członkiem organizacji działającej przy Instytucie Lecha Wałęsy „Solidarni z Kubą „. Ostatnim wielkim przeżyciem dla Jose było spotkanie się w Warszawie z Hubertem Matosem – jednym z najważniejszych osobistości Rewolucji kubańskiej, generałem i towarszyszem broni Castro, który jako pierwszy wypomniał  Fidelowi brak demokracji po zwycięstwie Rewolucji za co trafił na wiele lat do więzienia, później szczęśliwie nie zamordowany jako wielu innych tylko wydalony z Kuby, dziś silnie działający na Miamni przywódca opozycyjnej organizacji kubańskiej walczącej o demokrację i wolność Kuby.

Część  I

Początki działalności 1992 -2001 r. – audycje dla dzieci i młodzieży, założenie pierwszej w Polsce orkiestry salsowej Jose Torres y Salsa Tropical, nagranie płyty, nagranie videoclipu.

Najpierw krótko i w jednym tylko zdaniu – moja prywatna historia salsy rozpoczęła się w 1983 kiedy wyszłam za mąż za kubańskiego muzyka i wraz z nim poślubiłam jego kulturę, muzykę, którą tak kochał i taniec, który przypominał Mu i zastępował w dalekiej Europie  ukochaną Ojczyznę.

Na wszystkich naszych rodzinnych, domowych imprezach zawsze tańczyło się salsę , oczywiście do kubańskiej muzyki, którą w tamtych czasach naprawdę niełatwo było zdobyć. Rodzinka wysyłała nam kasety korzystając z obecności na Kubie mniej i bardziej nam znajomych osób.
W 1992r kiedy Jose na dobre już zakotwiczył się w Polsce i runął  komunizm postanowiliśmy założyć własną firmę – Agencję Artystyczną Nona – która od początku zajmowała się  edukacją muzyczną wśród młodzieży i działalnością koncertową. Na Górnym Śląsku gdzie mieszkaliśmy prowadziliśmy Małą Akademię Jazzu w kilkunastu miastach woj. katowickiego. Były to comiesięczne spotkania muzyczne młodzieży i dzieci z osobistościami  polskiej sceny muzycznej, reprezentantami różnych gatunków muzyki – jazzu, bluesa, folku – w tym muzyki kubańskiej. Jedną z najbardziej lubianych audycji była właśnie lekcja Jose, poświęcona różnym rytmom z Kuby – cha cha cha, son, bolero, mambo i oczywiście salsy, ta na końcu każdej lekcji nieźle rozbawiała całą grupę. Do dziś ciągle  spotykamy dzieci – (oj te „dzieci” mają teraz ponad 20 lat), które były uczestnikami Małej Akademii;  cieszą nas ich opowieści jak przeżywali każde muzyczne spotkanie, no i wyjście ze szkoły oczywiście, bo uparliśmy się iż zajęcia muszą odbywać się w Ośrodkach Kultury a nie w szkołach i udało nam się do tego przekonać kuratora, dyrektorów szkół i pedagogów muzyki.

Przez te wszystkie lata ja, niestety sama bez Jose albo dziećmi Filipem i Tomkiem jeździłam do Hawany, żeby odwiedzić moją cudowna, szaloną , kubańską, rodzinkę i  ….. uczyć się i poznawać korzenie muzyczne Kuby. Będąc żoną kubańczyka chciałam wziąć głęboko do serca całą jego kulturę. Po jednej z takich podróży  w 2000 roku zaprosiliśmy do Polski kwartet z Hawany – Combinacion Latina – byli to muzycy znajomi siostry Jose i poznana  przeze mnie pewnego dnia w Hawanie dziewczyna, która śpiewała wtedy na stateczkach opływających Kubę. Przekonywałam męża, że może już czas na odważniejszą działalność; był na poczatku sceptyczny, bo jednak  było to ogromne ryzyko finansowe i zadłużyliśmy się, żeby zrealizować to dzieło.

Udało nam się załatwić dla naszej grupy stałe miejsce pracy – Restauracja Wentzl w Krakowie, która pozwalała nam na ich szalenie drogie utrzymanie w Polsce a w wolne dni koncertowali z Jose w różnych miejscach Polski. Po zakończeniu ich kontraktu namówiłam Jose do założenia dużej orkiestry salsowej – pierwszej w Polsce, choć rynek raczej nie był przygotowany jeszcze na przyjęcie takiej muzyki. W skład orkiestry weszli wyśmienici polscy muzycy jazzowi oraz  jedna osoba – Kubanka, która została nam po kontrakcie – Milagros Abreu Machado. Grupa zaczęła koncertować w całej Polsce, nagrała karnawałowy koncert live w Radiowej Trójce i jedno było pewne – wszędzie bardzo się podobała, koncerty zamieniały się w jedną, taneczną salsową balangę.

Nagrany materiał – salsowy koncert live nagrany przez nas podczas karnawału w styczniu 2002 r dla Radiowej Trójki, ukazał się w formie pięknie wydanej płyty CD w lutym 2008 roku jako dodatek do gazety Rzeczpospolita, która w kooperacji z Radiem edytowała najważniejsze i najciekawsze koncerty ostatniego dziesięciolecia słynnej muzycznej radiowej Trójki.

Postanowiliśmy nagrać pierwszą polską płytę z salsą, ale nie wiedząc jak przyjmie ją polski  rynek muzyczny – czyli piosenki salsowe w hiszpańskimi tekstami, wymyśliliśmy dwa rozwiązania – pierwsze:
iż będą to stare, znane piosenki polskie  w aranżacjach salsowych m.in Monika, Alibaba, hymn studentów „I tylko mi Ciebie brak w tym więźniu”
oraz drugie:
żeby przybliżyć  Polakom muzyczną  literaturę kubańską – standardy kubańskie z polskimi tekstami, teksty do dwóch z nich napisała Maria Czubaszek.

I tutaj problem –ponieważ piosenki miały być śpiewane po polsku nasza kubańska wokalistka nie mogła ich wykonać. Przesłuchaliśmy dwielu wokalistów polskich, ale  okazało się , iż nikt nie jest w stanie zaśpiewać synkopowanego i wręcz  niemożliwego w zapisie nutowym głosu wokalu  z „prawdziwym charakterem i brzmieniem kubańskim” o jaki chodziło Jose.
Nie było wyjścia – cały zespół zmusił Jose, żeby wokale nagrał sam, bo kiedy słuchaliśmy jak śpiewa ucząc wokalistów na próbach nagrań wszyscy wpadaliśmy w zachwyt, że mamy to o co nam chodzi.

Ale tu drugi problem – okazał się niełatwy dla Jose – piosenki z tekstami polskimi i z naszymi wszystkimi głoskami „szcz” „drwa”  itp. wkurzały go na całego. Czasami powtarzał nagranie piosenki dwa, trzy razy z powodu… poprawiania jak mawiał nasz inżynier nagrań drobiazgów dykcji. Płyta w końcu została wydana w przez Firmę Fonograficzną SCENA FM należącą do Radia RMF FM.

Dokonaliśmy też na płycie pewnego niezwykle ciekawego eksperymentu – połączenia folkloru polskiego i kubańskiego -  dwie piosenki folkloru dolnośląskiego przerobione na klimat salsy i wykonane przez Chór Gospodyń Wiejskich Biadkowianki z Krotoszyna.

Tychy 2002

Chór Biadkowianki, czyż nie są urocze ?

Powstał też teledysk do jednej z piosenek z płyty –  znanego, starego standardu kubańskiego w rytmie cha cha cha  pt .„La batea”  z prześlicznym tekstem Marii Czubaszek i pod polskim tytułem: „Gdzie drwa rąbią… porąbane też muszą być dni” – charakterystyczne dla Marii Czubaszek poczucie humoru – puenta w tytule pochodzi od przysłowia – Gdzie drwa rąbią wiury lecą – pani Maria zmieniła na: Gdzie drwa rąbią – porąbane muszą być dni.

Zobacz fragmenty teledysku:

Plan teledysku, wykorzystywaliśmy śląskie podwórka i ściany po wyburzonych domach, stare radio, obrazek i klimat starej Hawany jak się patrzy…

Teledysk miał kilka nominacji na festiwalu teledysków w Gdyni w tym nominacja dla Jose za grę aktorską.


Ostatnia scena to taniec w deszczu, rozpoczyna się wylaniem wody z miski żony Jose i potem deszcz to dziesiątki litrów wody wylewanej przez strażaków z dachów po dwóch stronach podwórka; kilkoro z nas przepłaciło tą balangę katarem, ale warto było !

W nagraniu wideoklipu udział wzięli mieszkańcy jednej z śląskich, starych dzielnic robotniczych, która w wizji reżysera Pawła Bogocza miała nawiązywać do klimatu starej Hawany oraz pierwsza w Polsce salsowa formacja prowadzona przez Monikę Jaranowską. W tej formacji, ale w znacznie późniejszych latach tańczyli m.in. Agnieszka Paździor, Małgorzata Kulpa, Grzegorz Przetocki (założyciele Salsa Sabrosa) i większość założycieli krakowskich szkół salsy, których niestety nazwisk nie pamiętam.

Po nagraniu płyty, wielu koncertach, które cieszyły się rosnącym powodzeniem, doszliśmy do wniosku, że  przyszedł czas na organizację dużych imprez w stylu kubańskim zwłaszcza iż w Polsce otworzyły się drzwi dla muzyki kubańskiej za przyczyną światowego sukcesu płyty i filmu „Buena Vista Scial Club”. Wreszcie muzyka kubańska wtargnęła na dobre do Europy. Na liczne pytania dziennikarzy co sądzimy o sile „mody na muzykę kubańską” – odpowiadaliśmy – to nie moda – moda to coś co przemija – to wejście na dobre i na zawsze muzyki kubańskiej i salsy na muzyczną scenę Europy (Europy, która już w tamtych czasach miała już sporo dużych festiwali i kongresów salsy, ale w Polsce zaczęła dopiero pomalutku  raczkować, ale to już było coś!)

Do dziś zdarza nam się ku wielkiej radości naszych kursantów korzystać na zajęciach z tych „archiwalnych” nagrań, miło zobaczyć jak tańczą i bawią się i podśpiewując pod nosem polskie szlagiery…

Ważne ! wszystkie piosenki stworzone zostały z zachowaniem  formy (struktury) muzycznej salsowego utworu
1. Temat – tu zazwyczaj wchodziła zwrotka + refren ,
2. Montuno – część  improwizacji solisty + odpowiedzi chóru – te fragmenty szczęśliwie dla Jose w j.hiszpańskim ;
3 Mambo – special chorus ,wejścia instrumentów dętych ,
4. Powrót do improwizacji i
5. Koda

Tak więc w zasadzie tylko pierwsza część utworu – TEMAT – była po polsku – reszta po hiszpańsku.
W tamtym czasie nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że salsa zaczęła też raczkować w Warszawie. Pierwsze lekcje, ale innego, nieznanego nam stylu liniowego prowadziła już wtedy Ola Leszczewicz, którą poznaliśmy na jednej imprezie zamkniętej w Warszawie, na której grała nasza orkiestra a Ola prowadziła tam naukę tańca  salsy.

Nna marginesie – płyta szalenie podobała się w środowiskach salsowych poza Polską. W naszym kraju, maluśka istniejąca już grupka salseros nie wsłuchując się w potencjał muzyczny materiału obraziła się iż salsy po polsku być nie może i już! Nie miało to dla nas większego znaczenia, bo od początku nasz zamiar był jeden – zarazić Polskę salsą, szeroko…

2001 Pierwsze polskie imprezy salsowe dla szerokiej publiczności

Pierwszą na prawdę dużą imprezą kubańską w Polsce był zorganizowany przez nas  „ Karnawał kubański” w Krotoszynie, który odbył się w lipcu 2001 roku ; całodniowa wielogodzinna impreza w ramach tradycyjnie od lat organizowanej imprezy przez szefa Ośrodka Kultury, Wojtka Szuniewicza.

Galeria z tej imprezy dostępna tutaj.

 

Gospodarzem i prowadzącym imprezę był oczywiście Jose Torres.
Ponadto do udziału oprócz orkiestry salsowej Jose zaprosiliśmy – sławetny chór gospodyń wiejskich Biadkowianki, który brał udział w nagraniu płyty, orkiestrę salsową z Niemiec Caribe Son oraz powstałą świeżo drugą polską orkiestrę salsową Reya Caballo – Calle Sol.
Mało kto wie, iż Rey Ceballo rozpoczął swoje „polskie życie muzyczne” grając najpierw w orkiestrze Jose. Po przyjeździe do Polski zadzwonił do naszej agencji i do Jose  jako znanego tu już kubańskiego muzyka i po krótkim muzycznym spotkaniu oczarował Jose swoim talentem.
Pierwsze wspólne koncerty pozwoliły mu zadomowić  się w Polsce  i wkrótce osadzając się w Warszawie tworzy własny zespół Calle Sol, który zapraszamy na nasz krotoszyński Karnawał. Kolejne wspólne spotkanie dwóch kubańskich muzycznych gigantów mieszkających w Polsce nastąpiło latem 2008 r. Jose zaprasza Reya do udziału w jubileuszowej trasie koncertowej z okazji swoich 50 tych urodzin. Koncerty plenerowe, klubowe, w Teatrach cieszą się szalonym powodzeniem. W jubileuszowym składzie pod nazwą QINTETO CUBANO pprócz Reya Jose zagrali inni muzyczni kubańscy muzycy – giganci Carlos del Pino – kontrabas (mieszkający na stałe w Nowym Jorku), Mario Hernandez Morejon słynny” EL Indio” grający w legendarnym zespole Irakeres oraz na perkusji cieszący się już dużym uznaniem w kubańskich kręgach nasz syn Tomek Torres. Fragmenty koncertów, zdjęcia możecie zobaczyć na www.myspace.com/quintetocubano

zespół Calle Sol

zespół Calle Sol

zespół Caribe Son

zespół Caribe Son

 

Koncert w Krotoszynie trwał do późnych godzin nocnych. Rozbawiona plenerowa, ogromna  publiczność bawiła się „kołysząc i podskakując” w rytm energetycznej muzyki. Po tej imprezie zaczęliśmy myśleć pomalutku jak tu dać ludziom podczas koncertu „klucz” – „Clave” żeby mogli zatańczyć choć podstawowy krok, tak zaczęła się rodzić jeszcze nieformalnie idea szkoły kubańskiej salsy.
Tu na marginesie chciałabym dodać swoja osobistą małą dygresję na temat różnicy pomiędzy kongresem, imprezą a festiwalem – temat zapytanie,  pojawiające się na różnych forach salsowych.

Moim zdaniem
- KONGRES (zamiennie może też sympozjum) to zjazd ludzi o tych samych zainteresowaniach, którzy zbierają się na wspólnej imprezie w celu szkolenia, omówienia czy wspólnego wnikliwego przyjrzenia się pewnemu tematowi, kwestii, który stanowi źródło ich zainteresowania. Może być lekarzy, informatyków, filozofów, może być też salseros.
Kongres salsy to dla mnie impreza jedno-kilkudniowa skierowana do wąskiego grona zainteresowanych tańcem i muzyką zwaną salsą
- FESTIWAL w odróżnieniu od kongresu to na pewno impreza artystyczna! przeznaczona dla szerokiego kręgu odbiorców, niekoniecznie tylko zainteresowanych tematem. Festiwal w odróżnieniu od Imprezy powinien trwać min dwa dni i zawierać wiele różnych przedsięwzięć artystycznych. Festiwal salsy powinien prezentować temat w wielu aspektach – pokazy tańca, koncerty, imprezy uliczne happeningowe …
W takim tłumaczeniu nasz Kubański Karnawał w Krotoszynie był jednodniową imprezą, wstępem do festiwali , które już gdzieś rodziły nam się w głowie .
Drugą dużą naszą imprezą salsową, ale już o ogromnym wymiarze medialnym był koncert „Powitanie lata z Dwójką” w Niechorzu w czerwcu 2002, koncert live na żywo emitowany w TVP2 .

 

scena stała tuż przy morzu i wyglądała jak olbrzymia łódź

Pierwsza część koncertu w całości w rytmach salsy. Orkiestrze Jose Torres y Salsa Tropical towarzyszyły oprócz naszych wokalistów Gwiazdy Polskiej Estrady – m.in. Maryla Rodowicz śpiewająca „Chłopak z gitarą” w rytmie merengue, KASA , Kasia Skrzynecka, Michał Milovicz, Mietek Szcześniak i inni.

 

Gwiazdy polskiej estrady zaśpiewały wraz z orkiestrą polskie piosenki z naszej płyty, oj trzeba było widzieć szalejącą plenerową publiczność tańcząca do „Chłopak z gitarą „ w rytmie merengue , „O mnie się nie martw” czy „Alibaba”  w rytmie salsy.

Zaprosiliśmy do udziału w koncercie formację Moniki Jaranowskiej – Sasa Ventura – nadal jedyną w Polsce w tym czasie, ale jeszcze ciągle nie było w niej znanych Wam dziś działaczy salsowych jak Gosia Kulpa. Formację tworzyli głównie polscy i niemieccy koledzy Moniki, studenci Uniwersytetu we Frankfurcie nad Menem.

 

Start cyklicznych kursów salsy 2001

Jak już wspomniałam wcześniej po dwóch dużych imprezach w rytmach salsy – Karnawał Kubański  i Powitanie Lata z Dwójką – narastała w nas chęć pokazania publiczności  Clave (szyfru)  – klucza do tańca. Nasz przyjaciel właściciel stodoły artystycznej w Zbrosławicach nakłaniał nas i zapraszał, byśmy organizowali spotkania taneczne u niego i w końcu na to przystaliśmy. Wtedy nie było jeszcze mowy o salach z parkietem, lustrami. Nasze pierwsze taneczne kroki  były raczej spotkaniami  na których dzieliliśmy się już w szerszym gronie naszą ukochaną salsą. Do prowadzenia wspólnie zajęć nakłoniliśmy też naszą kubańską parę wokalistkę zespołu Salsa Tropical – Milagros i zaproszonego przez nas jej męża.
W Zbrosławicach zaczęła salsować z nami jedna z naszych obecnych Instruktorek Joasia Brzezina,  wielu naszych kursantów z tamtego czasu do tej pory jest obecna na salsotekach, kongresach – uwielbiam ich spotykać – często żartobliwie nazywam ich „ławą dinozaurów”  – i jestem z nich szalenie dumna, bo wymiatają salsę na całego.
Wspomniałam wyżej o naszym spotkaniu z Olą Leszczewicz – prekursorką salsy w Warszawie. Było to na jednej z imprez na których zagrała nasza orkiestra, Ola zaś prowadziła  dla publiczności  naukę kroków salsy. Oj był to dla nas naprawdę wieeeeelki szok, kiedy zobaczyliśmy inne, zupełnie nieznane nam oblicze  salsy liniowej tańczone „do przodu i do tyłu”. Nie mieliśmy pojęcia iż poza Kubą w Stanach Zjednoczonych powstały inne style.  Nasi kursanci – dinozaury – pamiętają, że wprowadziliśmy też liniowy sposób do naszych zajęć nim wykluła i dojrzała w nas  pewność iż my musimy kontynuować tradycyjny kubański styl pomimo iż nikt w Polsce tak nie tańczył. Przyznam się szczerze, że  miałam wiele wątpliwości a zwłaszcza  jeżdżąc po licznych kongresach salsy i widząc kubańczyków instruktorów tańczących i liczących  123 567 czy jest sens bycia malutką grupką w ocenie salsy on 1 , jak będą się czuli nasi kursanci na imprezach w stolicy czy choćby na kongresach kiedy tańcząc salsę w zasadzie zatańczyć dobrze nie będą mogli ….

Tomek z mamą na kongresie w Szwajcarii podczas lekcji Pedro Gomeza, jednego z naszych ulubionych nauczycieli . Mama miała cudownie, bo na zmianę na każdej lekcji tańczyła raz z Tomkiem a raz z Jose a wieczorem podziwialiśmy syna nieźle już wymiatającego na parkiecie

Tomek na kongresie w Puerto Rico w towarzystwie samego Eddiego Torresa Wielkiego Promotora stylu NY

Jose i nasz syn Tomek bardzo mocno naciskali i przekonywali mnie iż pomimo osamotnienia wtedy w tradycyjnym stylu Casino i to on 3 powinniśmy jednak kontynuować sposób jaki Jose znał, tańczył od dziecka, całą swoją młodość na wszystkich możliwych imprezach tanecznych w których brał udział mieszkając jeszcze w Hawanie. To było naturalne i wręcz konieczne z punktu widzenia pochodzenia Jose i wielkiej chęci promowania „niepopularnego” stylu.

 

Tomek i Eddie "The Salsa Freak"

Zaczęliśmy jeździć na wiele światowych kongresów ucząc się i tworząc swój własny sposób  nauczenia. Kursy salsy zaczęliśmy prowadzić w wielu miejscach południowej Polski – w Katowicach (tutaj zaczęli tańczyć z nami nasz instruktor Mirek Kostka, Grzesiu Caban – obecnie Instruktor salsy w Szkole Tańca NOVA w Katowicach)  na licznych warsztatach wyjazdowych  m.in. w mieście do którego zawsze jeździmy z wielką sympatią Bielsku-Białej (gdzie zaczął tańczyć z nami Jurek Sałamun – dziś wielki promotor kubańskiego stylu, założyciel szkoły Salsa Bielsko )
Zaczęliśmy też przykładać się do tego, aby na zajęciach i imprezach przedstawiać tylko muzykę kubańską . Oj było trudno, bo Kubańczycy rytmicznie łatwo nie grają .
Trochę później dołączył do nas też Lublin (Szkoła Joasi i Konrada Dąbskich),  który tańczy Casino tradycjonalne i chce zaznaczyć iż w sposób jaki Jose znał i tańczył w Hawanie przed przyjazdem do Polski.
Widząc jaką trudność mają kubańscy instruktorzy nawet ci tańczący on 3 jak np. Juan Ortiz (nasz ulubiony mistrz od nudosów i tancerz, który wywarł mocny wpływ na początkowy styl tańca naszego starszego syna Tomka) tańczący zawsze on 3, ale uczący kombinacji liczący jak liniowi nauczyciele 123 567, Ramon Cabrera – wybitna osobowość o dużej charyzmie, którego sposób bardzo mi się podobał, bo nie używał cyfr, tylko clave i różnicował kroki  Paa tuk tuk, Paaa (długi) tuk tuk (dwa krótkie).
Po roku intensywnej pracy stworzyliśmy własny sposób rozliczenia frazy. Licząc całość frazy i kroku w ośmiu impulsach,  zaznaczaliśmy  mocne części taktu Raz – step step, pięć – step step, do dziś z tego korzystamy i wszyscy  nasi uczniowie zakładający w późniejszym czasie swoje szkoły, kursy. Z wielką satysfakcją patrzymy dziś na Południe Polski, które  jest dziś absolutnie zdominowane stylem kubańskim. Najważniejsze ośrodki to oprócz Katowic i Wrocławia – Bielsko, Lublin, Częstochowa.
W tym miejscu raz jeszcze (bo czyniłam to wiele razy) chciałam bardzo wyraźnie zaznaczyć iż jeżdżąc po Kubie  zaobserwowałam  iż poza Hawaną kubańczycy tańczą najczęściej w kroku son albo jak popadnie nie analizując gdzie zaczyna się i kończy fraza.
Prowadziłam dziesiątki rozmów na Kubie  skąd mogła się wziąć taka różnica pomiędzy Hawaną i wschodnią częścią Kuby i historia, którą mi wyjaśniono i którą również potwierdził  Jose.
Casino było formą tańca używaną na imprezach– żadna ze szkól zajmująca się profesjonalnie tańcem folkloru kubańskiego jak Conjunto Folklorico nie zajmowała się Casino, ono żyło sobie w nocnych klubach jako tzw. baile social
(w dzisiejszych czasach widząc jaką furorę zrobił ten taniec na świecie – Casino i Rueda de Casino – dopiero Kuba zaczyna wprowadzać go w szkołach dla instruktorów tańca, wydawać książeczki o jego pochodzeniu. Szczęśliwie udało mi się kilka takich w Hawanie kupić).
Wracając do wyjaśnienia różnicy pomiędzy Hawaną i innymi ośrodkami  – w latach pięćdziesiątych Hawana była Centrum turystyki Ameryki Północnej i Południowej. Do Perły Karaibów przylatywało setki bogatych turystów, których nieodłącznym punktem programu była nocne szaleństwa w klubach. W przepięknych salach w których  do kolacji grały na żywo najlepsze orkiestry, turyści tańczyli do białego rana. Wielką trudność sprawiało im tańczenie jak Kubańczycy w kroku son stawiając pierwszy długi krok na ostach wartościach taktu 4 i 8. Biali ludzie (zawdzięczamy to Bachowi) czują mocniej napięcie harmoniczne i początek frazy – więc stawiali swój pierwszy krok zamiast na 8, na 1, zamiast na 4 – z na mocną część taktu na 5.

Nie wiadomo jak długo trwał proces umacniania takiego tańczenia, ale jak zaczynał salsować młody Jose  a były to lata sześćdziesiąte  (! casino nauczył go tańczyć DAVID CALZADO, leader i założyciela CHARANGA HABANERA, z którym dzielił wspólny pokój w internacie) na imprezach do współczesnej, nowoczesnej timby tańczono właśnie w taki sposób, bo do Son nikt nie miał wątpliwości iż tańczyło się na 4 i 8 i tak jest do dziś.
Dziś bardzo wiele środowisk salsowych, Forum  portali internetowych poświęconych salsie (ale oczywiście głównie poza Kubą) prowadzi spory, który sposób jest prawidłowy?!  który lepszy?! Dla mnie to zawsze dyskusje typu ” wyższość świąt Wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia”.
O tym jak tańczymy decyduje muzyka, nasze poczucie jej rytmu, no i oczywiście nasz nauczyciel salsy ;-) .
Jose jest perkusistą, więc dla niego mocna współpraca stóp z sekcją instrumentów perkusyjnych jest czymś koniecznym i nierozerwalnym i we współczesnej timbie odnajduje perkusyjne uzasadnienie takiego kroku i był w tym od początku osadzony, przekonany podobnie  jak nasz drugi perkusista i wielki pasjonat i znawca salsy kubańskiej Tomek.
Tomkowi właśnie zawdzięczamy fakt iż mocno nas namawiał na prowadzenie zajęć tylko do muzyki kubańskiej, na promocję  na salso tekach nowych płyt pojawiających się na rynku muzycznym Kuby co roku jak grzyby po deszczu.
Ja, która miałam wątpliwości czy trudna rytmika timby nie zniechęci kursantów dziś muszę w imieniu własnym i całego środowiska casineros Katowic i Wrocławia podziękować Mu za ten opór.

Pierwszy w Polsce Festiwal Salsy Tychy 2002

Wreszcie przyszła kolej na opowiedzenie historii pierwszego w Polsce Festiwalu Salsy, którego mieliśmy przyjemność być organizatorem.
Jest rok 2002, jesteśmy po pierwszych dużych imprezach plenerowych – Kubański Karnawał i Powitanie Lata, początkach naszych cyklicznych kursów i pierwszych miesiącach licznych wyjazdów na europejskie kongresy salsy. Od samego początku wiedzieliśmy iż chcemy, aby nasz event nie był tylko kongresem czyli imprezą przeznaczoną dla zamkniętego grona miłośników salsy, chcieliśmy, aby był Festiwalem, którego wielkim zadaniem ma być na pewno spotkanie grona miłośników salsy, ale również pokazanie jej dużej publiczności i najlepiej za pomocą mediów – Telewizji w której po  imprezie „Powitanie Lata” i dużej jego oglądalności

Niechorze 2003

cieszyliśmy się wielkim uznaniem i zaufaniem.
Schemat imprezy, który wtedy stworzyliśmy powtarzamy do dnia dzisiejszego – trzy dni wypełnione zabawą, tańcem, warsztatami salsy, koncertami !!!

Pierwszy Festiwal odbył się w Tychach, pod koniec czerwca 2002 roku; dlaczego akurat tam? a to z przyczyny gościnności ówczesnych władz tego miasta, które ucieszyło się z nowej, kolorowej i egzotycznej imprezy. Gości Instruktorów pomagała nam wybierać Monika Jaranowska szefowa nadal jedynej wtedy formacji salsy w Polsce Salsa Ventura.
Na pokazy i  na warsztaty przyjechało kilku zaledwie instruktorów – Miguel Verdecia (Kuba), Juan Ortiz (Kuba – guru casino naszego Tomka na jego rozbiegówce w salsie), Manuel Mascarell (Hiszpania), Veronica i Mario Reisch (Szwajcaria), Tito (Szwecja) i jedynym polskim instruktorem była Monika Jaranowska .

 

scena na lodowisku

 

Zajęcia obywały się w 3 salach i bez podziału na style, nikt wtedy ich za bardzo nie poznawał, po prostu uczono się kombinacji i tyle. Tańczono on 1 i on3.

 

Pierwsze w Polsce warsztaty salsy !
Po lewej Juan Jose Ortiz, nasz ulubiony mistrz nudosów i tańczący jak my on 3, towarzyszy mu początkująca wtedy w salsie tancerka formacji Salsa Ventura a dziś szefowa szkoły Salsa Sabros- Gosia Kulpa.
Po prawej Manuel Mascarell, wybitny podagog i teoretyk historii salsy.

Część przeznaczona dla otwartej publiczności miała się początkowo odbyć w plenerze, ale jak kilka dni wcześniej kiedy wszystkie informatory prognozy zapowiadały straszliwe burze i deszcze przenieśliśmy w ostatniej chwili imprezę na płytę lodowiska a na betonową płytę położyliśmy deski. Na lodowisku stanęła też ogromna scena na której odbywały się koncerty i pokazy.

 

formacja Salsa Ventura, z przodu Gosią Kulpa

warsztaty salsy -Veronica i Mario Reisch a na dole w pierwszej lini Sylwia Raźna i Tomek Łopaciński leaderzy późniejszej warszawskiej szkoły salsy Los Bailadores

 

Na tym kongresie pojawili się znani dziś promotorzy i nauczyciele salsy uczący się wtedy i tańczący w formacji Moniki, niestety nie pamiętam wszystkich m.in. Gosia Kulpa i Grzegorz Przetocki  (Salsa Sabrosa Kraków), założycie  późniejszej krakowskiej szkoły Black&White, przyjechała nasza koleżanka prowadząca zajęcia salsy w Warszawie jako Salsa Factory – Ola Leszczewicz, tutaj poznałam inną salserkę z Warszawy – Sylwię Raźną założycielkę szkoły i formacji Los Bailadores.
Tak więc Festiwal to trzy dni i noce wypełnione salsą – muzyką i tańcem. W ciągu dnia obywały się warsztaty a wieczorem każdego dnia oglądaliśmy pokazy Instruktorów, bawiliśmy się przy koncertach, a nich muzykę serwowali Dje – oj tu nie było wtedy jeszcze w kraju dużego wyboru. Znaliśmy tylko dwóch chłopaków zajmujących się salsą, których zaprosiliśmy na imprezę -  Dja Flaco z Warszaw i  Piotra Niebudka z Bielska Białej.
Byliśmy ogromnie ciekawi ilu ludzi przyjedzie na pierwszy Festiwal, który reklamowaliśmy głównie przez Internet – wtedy nie tak powszechny jak dziś i pocztą pantoflową. Ku naszemu zdumieniu było nas aż 360!

 

krok kubańskiego stylu dla telewidzów TVP2 i Agacie Młynarskiej pokazują Jose Torres i Juan Ortiz

krok LA prezentują telewidzom tancerze formacji Salsa Ventura

Wielką sprawą była też oprawa telewizyjnej Dwójki, która nakręciła reportaż z imprezy i na antenie udało nam się zaproponować telewidzom krótką kilku minutową lekcję podstawowego kroku – był to krok liniowy on 1, bo osobą dowodząca była Monika i zarówna ona jak i jej formacja tańczyła głównie on1, ale też  cubanę choć głównie w  Rueda de Casino.
Tak więc Pierwszy Festiwal pomimo raczej tyłów finansowych był naszym ogromnym sukcesem.
Salsa po raz kolejny pojawiła się na ekranie publicznej Telewizji i to w kilku wejściach w super czasie antenowym od 12 do 22.00 w pewną letnią czerwcową niedzielę. Już od tego czasu ludzie na ulicy szturchając się i pokazując sobie Jose palcem – mówili – „… to jest Ten od salsy…” (wtedy też Jose był bardzo rozpoznawalny z popularnego talk show „Wieczór z Jagielskim”).
Najbardziej popularne piosnek z salsotek tamtego czasu to np. „LLuvia”, „Juliana que mala eres” muzyki kubańskiej niestety było na tym kongresie mało. Za to śledzeniem i sprowadzaniem na nasze salsoteki nowości z Kuby wziął się zaraz po Festiwalu  nasz Tomek i zajmuje się tym do dziś .
Po Festiwalu zakończył się kontrakt naszej wokalistki Milagros Abreu, ja pojechałam wraz z młodszym synem na Kubę odwiedzić naszą ukochaną kubańską rodzinę, uczyć się salsy, zdobywać informacje o jej historii i przyjechałam z kolejną wokalistką Omniris Casuso, która rozpoczęła pracę w naszej w orkiestrze. Uśmiecham się kiedy patrzę dziś na samodzielną działalność obu pań, tyle było trudności z ich wyjazdem, z formalnościami, wiele wspólnych koncertów. Myślę, że praca w naszej Agencji bardzo wiele je  nauczyła i pomogła samodzielnie stanąć na nogi i na dobre zadomowić w Polsce. Udało mi się je uszczęśliwić i pomóc w przyjeździe i pozostaniu w Polsce również ich partnerom Alexisowi i Arielowi, którego Jose wręcz wydzierał z rąk służb celnych. Nie wiedzieliśmy wtedy iż rozpoczyna się kolejny jeszcze bardziej owocny etap naszej pracy …

II Festiwal Carnaval de Salsa  Niechorze 2003 i jego bezpośrednia
transmisja w TVP2, nagranie płyty dvd z podstwową lekcją salsy

Po powrocie z Hawany zabraliśmy się do pracy głównie związanej z promocją i działalnością orkiestry. Na Kubie nawiązałam wiele nowych znajomości z twórcami i muzykami m.in. damską orkiestrą salsową Canela, którą chcieliśmy zaprosić do Polski na kolejny festiwal. Niezwykle sensacyjną historię o wszystkich przygotowaniach do koncertu Caneli w Polsce nieco później.
Kontakt z dyrektorem zespołu – Jesus Fuentes Aldama – zaowocował kilkoma jego kompozycjami wykonywanymi przez naszą orkiestrę m.in. napisana specjalnie piosenka „Tu me di ces yes ;  yo te dgio si” wykonywana przez nas z sentymentem do dziś. Dedykowana wszystkim emigrantom, którzy czasem tak łatwo zapominają skąd przybyli i kim są!
Przyjazd nowej wokalistki spowodował wiele zmian – nowe piosenki, nowe aranżacje i koncerty, koncerty, koncerty …
Wiedzieliśmy iż nie możemy się skupić tylko na kursach tańca i salsowych imprezach. Grając koncerty w różnych miastach Polski, dla różnej publiczności – różnej wiekowo, i różnej względem upodobań muzycznych –   przedstawialiśmy na żywo moc tej niezwykle pozytywnej i energetycznej muzyki. Nieodłącznym elementem naszych koncertów były animacje i zabawy z publicznością – pokazywanie podstawowego kroku wiedząc iż jest to klucz do jeszcze lepszej zabawy.
W marcu 2003 r przygotowując się kolejnego Festiwalu, który tym razem miał się odbyć nad Bałtykiem, otrzymaliśmy propozycję od naszego Patrona medialnego Gazety Wyborczej i Poradnika nagrania płytki DVD  z lekcją salsy  i podstawowym  krokiem, którego w warunkach domowych mógłby się nauczyć każdy. Znowu była to produkcja dla szerokiej publiczności, nie dla osób które już złapały się bakcyla i chodzą sobie na kursy w różnych miastach.
Tu wspomnę iż dochodziły do nas wieści iż w różnych miejscach Polski rozpoczęły ostrą salsową działalność różne szkoły – poznaliśmy wybitnie utalentowanych tancerzy Monikę Grzelak i Przemka Wereszczyńskiego ze szkoły The Salsa Kings z Gdyni, co oczywiście zaowocowało zaproszeniem ich na nasz Festiwal do Niechorza  i na wszystkie kolejne festiwale. Szczerze podziwiamy ich jako tancerzy i nauczycieli i jesteśmy im bardzo wdzięczni za wszelką pomoc i podpowiedzi jakich nam nie szczędzą w różnych sytuacjach podczas naszych imprez.
Na jednym z niemieckich kongresów w Chemnitz na który została zaproszona nasza orkiestra Salsa Tropical poznałam młodziutką Anię Chagowską i Marka Domańskiego założycieli warszawskiej szkoły Salsa Libre i organizatorów późniejszego drugiego polskiego festiwalu salsy. Dochodziły do nas wieści o szkole w Szczecinie Małgosi i Sebastiana – Salsa Luna (potem podzielonej na Quiero Salsa i Salsa Luna). Niestety nie miewaliśmy z sobą częstych kontaktów, każdy z nas działał w innym mieście i spotkaliśmy się wszyscy w Niechorzu.
Wracając do naszej płyty – wyzwanie było kuszące, były jednak dwa  „małe” problemy – czasowy, byliśmy tak zajęci i zaabsorwowani pracą koncertową iż trudno było znaleźć lukę na czas nagrań. I był też drugi problem finansowy, gazeta przejęła koszty wydania, ZAiKSU itp. my mieliśmy dostarczyć materiał.
Dziś mają duże większe doświadczenie szczerze samym sobie  się dziwimy,  że  nagraliśmy go jednej nocy i to w trakcie trasy koncertowej więc na mocnym fizycznym wyczerpaniu. W Bytomskim Centrum Kultury udostępniono nam salę, wynajęliśmy kamerę, światło i pana który nam to pięknie zmontował (Gwidon Cal). Nie było już ani czasu ani siły na stylizację – profesjonalny makijaż, strój itp.– płyta była potrzebna na już. Rozpoczęliśmy nagranie po powrocie z koncertu o 22.00  a skończyliśmy o 4.00  rano o świcie i potem szybka kąpiel i w drogę. Ze zmęczenia plątały nam się  języki, do dziś mamy ubaw jak oglądamy ten materiał i wspominamy tą horror noc.

 

 

Płyta ukazała się na miesiąc przed festiwalem w nakładzie 700 000 egzemplarzy! Salsa trafiła wiec do domów wielu Państwa Kowalskich i Nowaków, których zapraszaliśmy jak nie do Niechorza to do oglądnięcia bezpośredniej transmisji w TVP2 z II Festiwalu Carnaval de Salsa.

Może spytacie dlaczego z Tychów festiwal powędrował aż nad morze?! Otóż w naszym pierwszym założeniu impreza miała wędrować po całej Polsce. Wysłaliśmy wiele listów intencyjnych do różnych miast, jeździliśmy na zaproszenie władz miast na wizje lokalizacyjne i w końcu zdecydowaliśmy iż drugi festiwal odbędzie się na pięknym, malowniczym polskim Pomorzu gdzie latem spotkać można na plażach odpoczywających za całej Polski ludzi i to spragnionych szalonej zabawy.

Warsztaty salsy na dolnym zdjęciu tuż za Juanem Ortiz , po lewej stronie Klaudia Nestorowicz z warszawskiej szkoły Salsa Factory

 

Tym razem na kongresie było już pięć oficjalnie prezentujących się pierwszych polskich szkół salsy – Salsa Factory (Warszawa), Salsa Libre (Warszawa), The Salsa Kings (Gdynia), Salsa Luna (Szczecin), Los Bailadores (Warszawa). Od początku działalności uważaliśmy iż festiwal miał również swoje dodatkowe ważne zadanie  -  miał być ekspozycją  wszystkich działających i nowo powstających w Polsce szkół salsy! Tak jest do dziś  i choć nadal zapraszamy wielu zagranicznych Instruktorów obecność polskich najlepszych nauczycieli jest obowiązkowa zarówno na zajęciach jak i pokazach.

polskie formacje na scenie

Formuła Festiwalu pozostała  identyczna – w ciągu dnia warsztaty na kilku salach i stopniach zaawansowania, wieczorem salsoteki i część plenerowa dla publiczności otwartej.
Była też jedna nowość – warsztaty perkusyjne prowadzone przez wybitnego gościa – Calixto Oviedo – katedrę perkusji kubańskiej, człowieka, który wskazał swoim nowatorskim graniem na bębnach drogę młodemu pokoleniu perkusistów kubańskich. Muzyk orkiestry NG de la Banda – promotorów timby! ( tłumaczenie słowa timba i innych ważnych określeń podamy wkrótce w słowniku poniżej w przypisach)

Nim opiszę część plenerową, bo była niesamowita chce opowiedzieć pewną historyjkę , która wtedy omal nie przyprawiła nas o zawał serca. Otóż w naszej pierwszej opcji scenariusza nocne salsoteki miały się odbywa w ogromnym namiocie tuż przy plaży, romantycznie przy migającej w nocy latarni morskiej.
Teoria zapowiadała cudowne szalone noce w tańcu a w przerwach romantyczne spacery po plaży. Ale życie jak to życie płata figle. Wieczorem po pierwszym dniu warsztatów, kiedy przyjechaliśmy do namiotu okazało się iż firma przed rozłożeniem kolosa nie wyrównała terenu i spadek był widoczny gołym okiem a co się za tym ciągnie luksus tańca przy takim pochyle podłogi  raczej słaby.
Zostaliśmy więc  bez miejsca na imprezy, bo pomimo dekoracji , pięknie przygotowanych barów i namów samego właściciela namiotu  nie nadawało się na naszą wytworną taneczną imprezę .
Trzeba było błagać władze miasta, aby pozwoliły nam przenieść imprezy do Hali Sportowej, a była ona oczkiem w głowie gminy i do dziś nam grożą palcem z powodu konieczności cyklinowania i odnawiania  parkietu po imprezie. Tak więc salsoteki odbywały się na pięknym, przestrzennym parkiecie choć akustyka miejsca wiele zostawiała do życzenia.

Rafael Muńoz i Estevan Henruquez tancerze z formacji SalSabor

Teraz kilka słów o części plenerowej , którą emitowała na żywo Telewizja Polska Pr 2 w dwóch wejściach. Tu życie też nieźle nam dało popalić, bo w założeniach imprezy na początku lata, w upalnym miesiącu jakim był lipiec spodziewaliśmy się pięknej pogody  no w najgorszym wypadku może trochę też chmurek  przynajmniej średniego wiatru a tu nawałnica …. Zimno, że bez kurtki z kapturem raczej bez szans, bo głowę urywało. Scena z powodu wiatru uciekała nam do morza i gdyby nie odział wojaków, którzy przez cały czas imprezy wybierali łopatami piasek robiąc tamę podtrzymującą konstrukcję sceny. Tak czy tak koncert o godz. 15.00 musiał ruszyć zgodnie z telewizyjnym programem. Przed odbiornikami zasiadła sobie wygodnie w domku publiczność i  jak podały wyniki OBOP, program oglądnęło ok. 2, 5 miliona telewidzów a pod sceną zebrało się około 10 tys tańczących ludzi, tych którzy już potrafią i tych, którzy próbowali gibać się w rytmach salsy po raz pierwszy.

 

Koncert prowadziła prezenterka dwójki Agata Młynarska a gościnnie oprócz polskich szkół salsy i naszych Instruktorów wystąpili: polsko-kubańska orkiestra Jose Torres y Salsa Tropical, kubańska orkiestra muzyki tradycjonalnej  Sonido Tres oraz w ramach polsko-kubańskich połączeń ;-) również Gwiazdy Telewizji znane aktorki m.in. Kasia Bujakiewicz, Olga  Bończyk, Joanna Bartel, Joanna Kurowska oraz chciałabym tu wymienić ważną Gwiazdę choć nie części koncertowej tylko wieczornych salsotek Dja Diablo z Puerto Rico, który rozgrzewał nas salseros miksowaną najlepszą muzyką.

Kończąc opowieść o drugim festiwalu chciałam jeszcze dodać dwie trochę sensacyjne historie, które odbywały się równocześnie. Jedna dotyczy przyjazdu chłopaka naszej wokalistki – perkusisty Ariela Silva, który miał zacząć pracę w naszej orkiestrze właśnie od festiwalowego koncertu. Kiedy wylądował w Polsce my byliśmy w trakcie podróży do Niechorza a jego dziewczyna Omniris odbierała go z lotniska. Dzwoniła do nas rozpłakana iż nie wyszedł z wszystkimi pasażerami a po godzinie  otrzymała informację iż służby celne wsadziły go z powrotem do samolotu na Kubę bez większych tłumaczeń .
Jose poprosił o połączenie z  komendantem straży granicznej. Warunkiem wpuszczenia go na terytorium Polski miał być nasz osobisty przyjazd do Warszawy i poręcznie za niego, ale przecież był niemożliwy, impreza  ruszała i bez nas nie mogła by się odbyć.  Ponad dwie  godziny trawiły telefoniczne negocjacje  z lotniskiem uwolnienie naszego muzyka. Wyobrażaliśmy sobie co czuje Ariel siedząc załamany w samolocie po 12 godzinach podróży i wielu formalnych trudnościach z wyjazdem jakie przeszedł w Hawanie i już tuż tuż  u drzwi wolności nagle zawrócony … wszyscy byliśmy umęczeni tym strachem , ale udało się….

Druga sensacyjna historia, która zdarzyła się na Festiwalu. Wspomniałam iż Gwiazdą imprezy i muzyczną niesamowitą  niespodzianką dla publiczności miał być koncert damskiej orkiestry salsowej z Hawany- Canela. Od momentu zaproszenia podczas mojego pobytu na Kubie, przez wiele miesięcy  dziewczyny przygotowywały się i cieszyła na przyjazd do Polski. Po załatwieniu wszelkich formalności z zaproszeniami, wizami,  kupiliśmy bilety lotnicze i wszyscy cieszyliśmy się na ich przyjazd, ale ….. kilka dni przed wyjazdem dostały odmowę, bez tłumaczeń po prostu – NIE JEDZIECIE! nie muszę Wam chyba pisać co się działo z naszymi emocjami, rozczarowanie  dziewczyn, nasze maksymalne wkurzeniem; ale  nikogo z władz kubańskich nie interesowały poniesione przez nas gigantyczne koszty. Część zespołu dyrektor Jesus Fuentes i solistki wokalistki były w tym czasie w Norwegii gdzie nagrywały płytę więc zaproponowaliśmy, żeby przyjechali sami i zaśpiewają z naszą orkiestrą, ale ich strach złamania zakazu przyjazdu był nie do pokonania. Obawiali się, że jeśli złamią zakaz to ich koleżanki będą miały problemy a pozostałe dziewczyny nie dostaną już nigdy pozwolenia na wyjazd z Kuby. Tak więc na szybko szukaliśmy innego zespołu, na szczęście znaleźliśmy koncertującą w Berlinie świetną grupę grającą tradycjonalny son – SONIDO TRES – i to właśnie uświetnili nasz festiwal. Potem dowiedzieliśmy, dzięki pomocy Calixto Oviedo, który popytał przez przyjaciół w Ministerstwie Kultury na Kubie o co tutaj chodzi  iż powodem zakazu przyjazdu do Polski był telegram, który przesłał ówczesny pan ambasador Kuby informując iż organizatorem festiwalu jest przeciwnik systemu Jose Torres. Tak dowiedzieliśmy się po raz kolejny jak bardzo ambasadzie nie podoba się działalność  Jose a ściśle mówiąc jego publiczne wypowiedzi krytykujące brak demokracji i gwałcenie podstawowych praw człowieka na Kubie. Na tyle było nam przykro iż dosłownie kilka tygodni przed wysłaniem tego telegramu na Kubę spotkaliśmy się przypadkiem z panem ambasadorem w budynku w którym znajduję się Ambasada Kuby i sam podszedł do Jose gratulując mu działalności w promocji kultury i muzyki kubańskiej w Polsce jaką od lat robi. Oczywiście kiedy zadzwoniliśmy z prośba o pomoc w załatwieniu sprawy – nawet nie my tylko władze Gminy Rewal – pan ambasador z całego serca obiecał pomoc. Pokaz hipokryzji w najlepszym wykonaniu.
Na sam koniec swojej działalności Ambasada wysłała  służbę graniczną do hotelu w którym spali festiwalowi goście, aby sprawdzili czy na pewno te trzy osoby z Caneli, które były w Norwegii nie złamały zakazu i nie pojawiły się w Polsce. Akurat byliśmy w recepcji kiedy zjawiła się straż graniczna, Caneli nie było, ale stanowczo zażądaliśmy oficjalnego nakazu sprawdzania listy zameldowanych festiwalowych gości. Nie wrócili …

 

 

Pomimo wszystko z ogromnym sentymentem wspominamy ten Festiwal -  niewyobrażalny ogrom pracy, ogrom nie planowanych zdarzeń, kłopotów wręcz małych kataklizmów. Ale przy grupie silnych pozytywnych ludzi z których składała się nasza mała ekipa,  impreza była Wielkim Sukcesem medialnym a a samych salseros – uczestników warsztatów było już w kolejnym roku 640!
I dla nas jeszcze jedno muzyczno rodzinne niezwykle istotne wydarzenie – do orkiestry na stałe wchodzi  nowy muzyk – Tomek Torres,  jak się okaże niedościgniony w swojej perkusyjnej salsowej wirtuozerii…

Ciąg dalszy nastąpi…